Mutyzm wybiórczy oczami ojca.

Nie wiem ilu facetów działa i jest, ale zakładam, że są 😉. Ja jestem, działam… bardziej aktywnie poza FB. Począwszy od webinarów z Anią Strzelecką, poprzez szkolenie z Maggie Johnson, poznałem i poukładałem sobie (z żoną) wiedzę na temat mutyzmu wybiórczego.

Wspierałem aktywnie żonę w rozmowach ze szkołą biorąc cześć dyskusji na siebie, chodziliśmy wspólnie na spotkania, dzięki czemu mamy nową bardzo fajną Panią Wychowawczynię – naszego koordynatora MW i nauczyciela wspierającego.
Przygotowałem materiał szkoleniowy i przeszkoliłem grono pedagogiczne, by zrozumieli, czemu zależy nam na sliding in w szkole (tu wspierała mnie żona, opiniując w trakcie materiał na slajdach, jak i nagrywając szkolenie z tylnej ławki dla nieobecnych nauczycieli ). Mam poczucie, że przynajmniej częściowo udało się nam zasiać „to ziarno” wiedzy, które sobie założyliśmy, bo nauczyciele zaczepiają mnie teraz i mówią, jak widzą postępy córki, co myślą o MW, zaczęli zauważać „potrzeby” córki. Ciekawe też, że „fama” w gronie nauczycielskim sprawiła, że inna okoliczna szkoła zwróciła się do mnie z prośbą o spotkanie/szkolenie (swoją drogą brawa dla tych nauczycieli za chęć i potrzebę zrobienia czegoś, by pomóc dziecku z ich szkoły z MW).
Temat kolejny i chyba najłatwiejszy, to zakupienie kilku książek (naszych fundacyjnych i wydawnictwa Harmonia) i wręczenie każdej babci, szkole.

Zaangażowanie daje to, że się nie tylko wie, ale rozumie i DZIAŁA. Dzisiaj wiem jak i reaguję na zachowania córki, które są spowodowane lękiem przed mówieniem. Stosuję odpowiednie metody, stymuluję proaktywnie różne sytuacje, by mogła odczuć, że mówienie jest fajne i utrwalała takie doświadczenia (generalizacja pozytywnych doświadczeń). Jest tego dużo, codzienne odrabianie lekcji, pozytywne wspieranie jej, by nie „blokowała się” – tu zmiana tego co mówię i jak mówię; zakupy w sklepie, treningi sportowe. Wszędzie tam szukanie nowych rozwiązań, by rozwijać swobodne mówienie bez presji krok po kroku.

W tym wszystkim ważne jest, by dwoje rodziców stanowiło jeden zespół. Muszę wspierać w tych działaniach żonę, a ona mnie. Mimo że każde z nas koncentruje się na nieco innym obszarze, to wspólny cel jest jeden – pomóc rozwinąć skrzydła naszej 12latce z MW.
Córka wie, że się kochamy, że kochamy ją, i że razem damy radę!
Nie ma porażek, są tylko zdarzenia, które pokazują nam, że może jeszcze nie teraz lub że trzeba to zrobić inaczej… i udaje się za dzień, dwa, tydzień…
No, to tak działaMY.

Tomasz Stryczek