Jak nie utrwalać niezdrowych sytuacji w pracy nad MW, czyli dlaczego nie wolno zatrzymywać się w połowie drogi.

Czasami dziecko zaczyna mówić lub funkcjonować lepiej, ale tylko w określonych warunkach. Jeśli nie mamy wiedzy o tym jak niebezpieczne może być utrwalanie etapów przejściowych możemy zapędzić się w kozi róg. Znam dzieci, które tym sposobem mówią tylko z określonym przedmiotem, albo tylko kiedy sytuacja jest bardzo podobna (np. mama obecna w przedszkolu) lub tylko w gabinecie poza placówką, ale poza tymi sytuacjami głos się nie pojawia.
To nie jest manipulacja dziecka! To jest lęk, który jest nadal ogromny, ale jakiś czynnik go niweluje. Kiedy czynnika zabraknie mowa też zanika. Nie pozwólcie dzieciom utrwalać tych przejściwych etapów w mówieniu, jedzeniu, korzystaniu z WC itd.

Poniżej przykład jak jedna z mam poradziła sobie z wyprowadzeniem autek ze spotkań:

“Autka wprowadziłam w pewnym momencie naszych sesji sliding-in ponieważ nie posuwałyśmy się zbytnio do przodu, a B. bardzo lubi autka. Zrobiłam to w dobrej wierze i od razu zadziałało, jak tylko moja B. wczuwała się w autka, to nawijała z Panią jakby nigdy nie miała MW, ale gdy autka odstawiały, to wracałyśmy do punktu wyjścia, czyli odpowiadała mi i jeszcze jakby bardziej była onieśmielona. Więc po pierwszej sesji z autkami byłyśmy z Panią wniebowzięte, ale potem Ania Strzelecka i Monika Burzyńska uświadomiły mi jakie to niesie ryzyko i ustaliłyśmy z Panią, że wycofujemy autka. No ale moja B. bardzo łatwo przyzwyczaja się do tego co jej pasuje i niechętnie toleruje zmiany, więc nie chciała z nich zrezygnować, na każdej sesji prosiła o autka, jak raz ich nie wziełam to była czarna rozpacz. Czułam już, ze zbliżamy się do sytuacji, w której może się zwyczajnie utrwalić u niej mówienie tylko w roli, a to potem niełatwo odkręcić, więc wytłumaczyłam jej, że teraz zabieramy nowy zestaw zabawek na nasze sesje, autka zostaną w domu bo już długo się z nami bawiły i przywiozłam na sesję zupełnie inne rzeczy, które nie kojarzyły jej się z zabawą z autkami i jakoś się udało, mimo tego zaczęła rozmawiać z Panią ostrożnie, ale jak już zaczęła, to tylko 1-2 razy podczas kolejnych sesji zapytała, czy mam autka, a ja odpowiedziałam, że niestety nie, ale mamy mnóstwo innych zabawek i odwróciłyśmy jakoś uwagę od tego. Poszło łagodniej niż myślałam szczerze mówiąc. Jeśli ktoś z Was ma też ten problem, to nie czekajcie, spróbujcie stopniowo się z tego wycofywać lub drastyczniej jak my, bo to co robią Wasze dzieci poprzez maskotki czy zabawki to nie jest tak naprawdę świadoma rozmowa i więcej z tego szkody może być niestety.”