Zgodnie z obietnicą – zaczynam pisać o błędach jakie popełnili rodzice naszych podopiecznych. Chciałam podzielić się z Wami tymi refleksjami, aby ustrzec Was przed brnięciem w złą drogę.
Ponieważ błędów i kłód pod nogami pojawiło się sporo i moim zdaniem są one bardzo ważne postaram się je dokładniej opisać.
O sukcesach pisałam tutaj.

Na początek pod lupę weźmiemy TERAPIE GABINETOWE.

Większość rodziców (poza maluchami) trafiła do nas często kilka lat po diagnozie dziecka i po wielu latach nieskutecznych terapii gabinetowych w prywatnych ośrodkach i publicznych.

Rodzice odkrywali Fundację (lub moją poprzednią grupę) na różnym etapie. Jedni dopiero szukali pomocy dla dziecka, inni siedzieli w terapiach gabinetowych po uszy. Ci drudzy często byli straszeni konsekwencjami przerwania terapii. Kiedy rodzice podjęli decyzję często okazywało się, że wszyscy odczuli ogromną ulgę. Ich kieszeń też.

Rodzice zgodnie przyznali, że najlepsza terapia gabinetowa to taka, której nie ma. Żałują, tylko tego, że dali się omamić pozornymi sukcesami takimi jak: dziecko chętnie zostaje, dziecko lubi zajęcia, dziecko uśmiecha się, a nawet czasami odzywa. Sami wierzyli w te sukcesy. Jednak to, co działo się na terapiach w gabinecie nie miało przełożenia na postępy dziecka w przedszkolu, szkole czy środowisku.

Wielu rodziców potrzebowało wielu miesięcy, a rekordziści wielu lat, aby zrozumieć, że terapia w gabinecie to droga do nikąd. Wszyscy, którzy o tym wspomnieli żałowali, że tak długo zwlekali z decyzją o zakończeniu. Czują się oszukani.

Trudno było przyznać się, że terapia gabinetowa pozwalała im zabić wyrzuty sumienia i stworzyć pozory, że coś robią. Jednak prawdziwe sukcesy zaczęły się kiedy zaczęła się właściwa praca. Część rodziców próbowała ciągnąć dwie sroki za ogon – terapia w gabinecia (może jednak pomoże!) oraz praca małymi krokami. To jednak nie sprawdzało się. Dopiero całkowita rezygnacja ze spotkań indywidualnych czy grupowych pozwoliła dziecku rozwinąć skrzydła tam gdzie powinno komunikować się swobodnie.

Rezygnacja z terapii w gabinecie jest trudna dla wielu. Terapia daje rodzicom złudne poczucie bezpieczeństwa. Dopiero zrozumienie, ze specjalista, który rozumie MW nie bedzie w gabinecie prowadzić terapii była dla wielu impulsem – jeśli prowadzi terapie w gabinecie – nie wie jak pomóc dziecku z MW.

Oczywiście zdarzały się sytuacje w których praca w gabinecie była tylko początkiem pracy – była pokazaniem jak małymi krokami pracować dalej w środowisku czy placówkach – w takim wypadku było to kilka spotkań po których praca przenosiła się we właściwe miejsce.

Dla wielu rodziców nieskuteczność terapii gabinetowych jakie odbyło ich dziecko jest tak oczywista, że nawet o tym nie wspominali. Na moje pytanie: “a terapia w gabinecie?” odpowiadali: “weź mi nawet nie przypominaj jaka byłam głupia”

Z mojej obserwacji nie potwierdzonej badaniami empirycznymi – dzieci, które nie chodziły na terapie gabinetowe – łatwiej pokonują MW. Nawet jeśli są w tym samym wieku. Może gdzieś są na ten temat badania lub ktoś kiedyś zrobi.

No to tyle na dzisiaj 🙂 Niebawem kolejne problemy: brak wsparcia w placówce