BEATA SOCHA – CZŁONEK ZARZĄDU

MAMA DWÓCH DZIEWCZYNEK – W TYM JEDNEJ Z MUTYZMEM WYBIÓRCZYM

Jestem mamą dwóch dziewczynek – w tym jednej z mutyzmem wybiórczym. Pracuję jako nauczycielka w szkole średniej. Lubię moje domowe ZOO mam kota, psa, 2 myszki i papugę.
Długo zastanawiałam się, jak w kilku słowach ująć naszą historię i doszłam do wniosku, że nie można tego napisać w skrócie. Przeszłyśmy tak wiele, że muszę podzielić się z Wami detalami, abyście mogli dobrze zrozumieć, dlaczego wybrałam taką drogę, a nie inną.
Mutyzm wybiórczy mojej córki został zdiagnozowany w wieku 6 lat po 2 latach całkowitego milczenia w przedszkolu. Przez dwa lata moja córka dużo rysowała, była cicha, grzeczna, usłuchana, wykonywała wszystkie polecenia nauczycieli. Nie bawiła się jednak z dziećmi i to nie dawało mi spokoju. Zachowanie córki nie budziło jednak obaw pedagogów, a ja byłam uspakajana, że córka wyrośnie z nieśmiałości, bo tak zostało to nazwane.
Problem został zauważony przez wychowawczynię dopiero przy wypełnianiu formularza dotyczącego funkcjonowania mojej córki w przedszkolu przed rocznym przygotowaniem szkolnym. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że wychowawczyni nigdy nie słyszała jej głosu.

Pomocy zaczęłam szukać w poradni psychologiczno – pedagogicznej, gdzie psycholog zdiagnozował mojej córce wstępnie depresję dziecięcą. Szukałam informacji o tym zaburzeniu i zupełnie mi to nie pasowało do mojego dziecka. Udałam się na spotkanie z psychiatrą, której wyjaśniłam na pierwszym spotkaniu bez dziecka problem mojej córki. Na drugie spotkanie przyszłam z córką. Pani doktor miała świetne podejście i moja córka z nią zaczęła rozmawiać. Jednak psychiatra – na moje szczęście – zdiagnozowała mutyzm wybiórczy rozumiejąc, że niemożność mówienia może dotyczyć specyficznych miejsc.

Zalecono mi cotygodniowe spotkania z psychologiem. Ponieważ nie miałam wiedzy o mutyzmie wybiórczym, zalecenie nie wzbudziło moich podejrzeń. Spotkania trwały cały rok i dziecko w tym czasie nie odezwało się ani słowem w gabinecie. Nie wiedziałam, że powinnam pracować z dzieckiem w zerówce i środowisku. Zmieniłam dziecku placówkę, bo wydawało mi się, że zmiana jest konieczna, jednak dalej czułam, że nie mam wystarczającej wiedzy w tym temacie, dlatego udałam się na dwa szkolenia dla rodziców organizowane w Warszawie przez specjalistyczne poradnie dla dzieci z mutyzmem wybiórczym. Na jednym ze szkoleń oglądałam film dostępny na You Tube „Moje dziecko nie mówi”. Po tych szkoleniach nie czułam się bardziej kompetentna, dlatego szukałam dalej. Wybrałam się na szkolenie dla specjalistów w jednej z tych poradni, jednak tam nadal nie podano konkretów dotyczących pracy z dzieckiem. Dużo było o pracy z psychologiem w gabinecie, ale ja już wtedy wiedziałam, że to nie działa.
Szukałam wiec dalej i trafiłam na grupę Anny Strzeleckiej. To był PRZEŁOM, to było światełko w tunelu, czytanie wszystkich porad, jakie Ania dawała rodzicom na grupie, otwierało mi oczy i pozwalało zrozumieć, co czuje i myśli moja córka. Moja intuicja podpowiadała mi, że to jest właśnie to, czego nam brakowało. Ania ciągle podkreślała, że w terapii dziecka najważniejszy jest rodzic. Zgadzam się z tym, że rodzic jest ważny, ale bez przewodnika – takiego jak Ania – byłam dalej jak dziecko błądzące we mgle. Zaczęłam czytać artykuły i materiały o mutyzmie wybiórczym, byłam na spotkaniu grupy wsparcia w Nowym Sączu i poznałam tam psychologa Kamilę Fijak i Anię Jasiołek – mamę dziecka z tym zaburzeniem. Mając wiedzę o mutyzmie wybiórczym zrezygnowałam z terapii gabinetowej z psychologiem. Psycholog była zawiedziona moją decyzją i nie widziała nic złego w tym, że moje dziecko przez rok się do niej nie odezwało.

Kiedy córka zaczęła pierwszą klasę, rozpoczęliśmy pracę w szkole i środowisku. Wychowawczyni w szkole okazała się bardzo trudna do współpracy, wiele dzieci przeniosło się do innych szkół w trakcie roku szkolnego. Świadectwo mojej córki, które było oceną opisową, nie nadawało się do pokazania dziecku. Było tam dużo negatywnych komentarzy dotyczących umyślnego milczenia dziecka, co świadczyło o całkowitym braku zrozumienia istoty mutyzmu wybiórczego. Był to kolejny stracony rok.
Byłam zmuszona zmienić córce szkołę. Kolejne spotkania w poradni psychologiczno – pedagogicznej były trudnym przeżyciem. Moje dziecko nie otrzymało tam najmniejszego zrozumienia. Specjalista w poradni zadawał mnóstwo pytań i zadań wymagających mówienia. Była to godzina znęcania się nad moim dzieckiem, które czuło się bardzo niekomfortowo. Otrzymałam zalecenia terapii rodzinnej i propozycję nauczania indywidualnego. Obie propozycje odrzuciłam, bo  uznałam, że nie są mi potrzebne. Ponieważ rozmowy odbywały się w obecności dziecka – musiałam je przerwać. Odmówiono mi możliwości złożenia wniosku o orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego. Zupełnie nie rozumiano, czym jest zagrożenie niedostosowaniem społecznym, było to mylone z demoralizacją i patologią rodziny, zostałam upomniana, że to będzie w papierach dziecka i zrobię mu krzywdę. Uważam, że poradnia, która powinna wspierać mnie i moje dziecko, skrzywdziła nas nie oferując odpowiedniej pomocy.

Znalazłam nową szkołę dla córki, ale tam nauczyciele znów okazali się mało empatyczni. Sama chodziłam co kilka tygodni do psychologa, który chciał mnie prowadzić w środowisku i szkole. Nauczycielka nie miała czasu porozmawiać z psychologiem. Pewnego dnia zobaczyłam moją córkę stojącą na dworze bez kurtki. Było bardzo zimno, a wychowawczyni na moje pytanie, dlaczego córka nie jest odpowiednio ubrana, odpowiedziała: „Mogła powiedzieć, że jest jej zimno”. LUDZIE! PROBLEM MOJEJ CÓRKI POLEGA NA TYM, ŻE CZASAMI NIE MÓWI! Nawet jak jest jej zimno! Córka rozchorowała się, a ja zaczęłam szukać nowej szkoły.

Nowa szkoła okazała się strzałem w dziesiątkę. Wcześniej miałam błędne przekonanie, że moja córka potrzebuje małej grupy, w której będzie mieć uwagę nauczyciela. Okazało się, że potrzeba nauczyciela z empatią, który poradzi sobie w każdej sytuacji.
Praca małymi krokami była bardzo trudna na początku. Moja córka była bardzo zalękniona przez nieskuteczne terapie i trudne doświadczenia w poprzednich szkołach. Miałam duży problem z wycofaniem się z zajęć sliding in na terenie szkoły, ale myślę, że przeoczyłam moment, w którym powinnam to zrobić i niechcący utrwaliłam potrzebę swojej obecności. To był jednak błąd, który dało się naprawić.
Podczas wakacji pracowaliśmy dalej przez dwa tygodnie. Nauczycielka wspierająca (pomagała nam z własnej chęci i inicjatywy) była bardzo zaangażowana. W trzeciej klasie pracowaliśmy nadal nad mówieniem swobodniejszym w szkole i środowisku. Nauczycielka brała udział w webinariach, jest cały czas bardzo zaangażowana i aktywna. Miała mnóstwo pomysłów, a co najważniejsze – zrozumiała, czym jest lęk.

Korzystałam i nadal korzystam ze szkoleń, które organizowała lub prowadziła Ania w Poznaniu, Markach, Brzozowie oraz online. Byłam też na szkoleniu z Maggie Johnson w kwietniu 2017. Bardzo ważne jest, aby rodzice korzystali z rzetelnej wiedzy, która na szczęście już jest dostępna w języku polskim.
Chciałabym, aby dzieci z mutyzmem wybiórczym były zauważone w przedszkolach po pierwszym miesiącu adaptacyjnym, a nawet wcześniej. Często widać, które dzieci są zlęknione i można od razu wyciągnąć do nich rękę. Powinny otrzymać pomoc w placówce, a rodzice odpowiednie wsparcie, aby nie błądzili latami, nie tracili pieniędzy i jeszcze cenniejszego czasu dziecka. Mam nadzieję, że moja praca na rzecz Fundacji umożliwi te zmiany.